Operacja „Paśnik”: Zima nie bierze jeńców, ale Rogacz nie zostawia swoich!

Słuchajcie, nie ma żartów. Przez ostatnie kilka lat żyliśmy w słodkim przekonaniu, że zima to po prostu taka nieco chłodniejsza jesień, podczas której można chodzić w rozpiętej kurtce. Niektórzy z nas zaczęli nawet wierzyć, że te „legendarne”, przytwierdzone na stałe nakrętki do butelek faktycznie w pojedynkę zatrzymały globalne ocieplenie i mróz odszedł na emeryturę. No cóż… zima w północno-wschodniej Polsce najwyraźniej nie czyta internetów, bo w tym roku postanowiła wrócić z przytupem, lodem i śniegiem po kolana. 

Kole Łowieckim „Rogacz” nie załamujemy rąk (choć czasem trudno je wyciągnąć z kieszeni przy -20 stopniach). Skoro wróciła prawdziwa zima, my wróciliśmy do starych, sprawdzonych metod.

Operacja: Restauracja pod świerkiem

Choć oficjalny Światowy Dzień Dokarmiania Zwierzyny wypada 11 lutego, u nas w „Rogaczu” kelnerzy w zielonych mundurach pracują na pełnych obrotach już od pierwszych opadów. Każde nasze łowisko stało się punktem gastronomicznym z darmową dostawą. Dlaczego to takie ważne? Bo o ile my możemy zamówić pizzę pod same drzwi, o tyle sarna w lesie ma teraz „lekki” problem logistyczny.
Jak mawiał klasyk w filmie „Chłopaki nie płaczą”, trzeba pamiętać o hierarchii potrzeb:
  1. Po pierwsze primo: Spróbujcie uciekać przed zagrożeniem, brodząc w śniegu, który sięga Wam do brzucha. To nie jest bieg przez płotki, to walka o przetrwanie w białym labiryncie.
  2. Po drugie primo: Dokopanie się do czegokolwiek jadalnego pod metrową warstwą zmarzniętego puchu wymagałoby od saren posiadania miniaturowych koparek. Niestety, ewolucja im ich nie dała, więc mają nas.

Menu dla VIP-ów (Very Important Pets)

Nasze paśniki to teraz najbardziej oblegane lokale w regionie. Co serwujemy? Żadnych fast foodów! Stawiamy na konkret: wysokiej jakości karmę suchą, soczystą i oczywiście lizawki solne, które dla jeleni i saren są jak zestaw niezbędnych witamin i minerałów.
Dostarczanie karmy w takich warunkach to nie jest niedzielny spacer. To walka z zaspami, odśnieżanie dróg dojazdowych i dźwiganie worków, po których siłownia wydaje się zbędnym luksusem. Ale robimy to z uśmiechem (choć czasem zamarzniętym), bo wiemy, że bez tej pomocy natura w północno-wschodniej Polsce mogłaby sobie w tym roku nie poradzić.

Pamiętajcie o 11 lutego!

Ten dzień to dla nas symbol, ale prawdziwa praca trwa każdego dnia, gdy termometr pokazuje wartości, przy których nawet niedźwiedzie polskie myślą o emigracji. Jeśli spotkacie nas w lesie z pełną przyczepą – pomachajcie nam! A jeśli sami chcecie dokarmiać zwierzynę, róbcie to z głową i w porozumieniu z nami bądź leśnikami, bo niewłaściwe „smakołyki” mogą zaszkodzić bardziej niż mróz.
Trzymajcie się ciepło, uważajcie na zaspy i pamiętajcie: zima minie, a „Rogacz” zawsze czuwa!

P.S. Tradycyjnie dziękuję wszystkim za nadesłane zdjęcia z łowisk. Jesteście Wielcy! 

 

 

 Darz Bór i do zobaczenia w kniei!!!                 

Lalak Andrzej